środa, 22 sierpnia 2012

Up in the Air


Ciągłe zmiany i modyfikacje obecnego sprzętu doprowadzają do przemyśleń na ile to błędne koło ma sens. Dokładanie pamięci, lepszy procesor, szybszy dysk etc. ciągnie za sobą stałe koszty a jednak wymagania sprzętowe rosną niemiłosiernie. Do czasu jednak kiedy będziemy w stanie operować na wymagających programach graficznych bez konieczności wydawania tysięcy na upgrade sprzętu już teraz możemy zacząć się przyzwyczajać do nowych zmian poprzez pakiety biurowe. Na dzień dzisiejszy do dyspozycji mamy opcje serwowane przez Google oraz Microsoft.

Od jakiegoś czasu Google dostarcza usługę Google Docs pozwalającej na współdzielenie dokumentów i  edycję w chmurze przez kilku użytkowników. O ile jeśli chodzi o prostotę użytkowania nie można zarzucić usłudze nic tak jeśli chodzi o dostępność opcji czuje się nieco jak przy pakietach biurowych znanych z początków ubiegłej dekady. Ograniczenie w edycji pewnych elementów ( jak np. Tabele czy grafiki w prezentacjach) skutecznie uniemożliwiają wygodną pracę zwłaszcza jeśli stawiamy na pakiet dla firm. Docsy są świetnym rozwiązaniem przy prostych dokumentach gdzie nie liczą się wodotryski a zależy nam na przygotowaniu prostych plików do szybkiego współdzielenia.  

Z drugiej strony na rynku pojawiła się konkurencja w postaci Office 365 i o ile w wypadku Google nie mogę się odnieść do nieistniejącego offline’owego odpowiednika, tak w przypadku giganta z Redmont już tak.

Nie zaskakuje już fakt, że tak samo jak w wypadku innych produktów Microsoftu mamy kilka wersji usługi o rozpiętości cenowej od 3 do nawet 25 euro miesięcznie. W kwestii kompatybilności i wachlarza usług nie można nic zarzucić – 356 to idealna kalka pakietu jaki znamy z wersji stacjonarnej.
Wady rozpoczynają się podczas współdzielenia dokumentów do czego potrzebujemy Lync  a nawet jeśli będziemy chcieli udostępnić pliki komuś spoza firmy to będziemy musieli zapłacić…extra (dobrze mieć w tym wypadku Skydrive czy innego Dropboxa ;)). Jak na razie też nie ma wyraźnego postępu w sferze edycji z urządzeń mobilnych jednak z osądem musimy się wstrzymać do czasu premiery nowego Office 2013 przeznczonego dla Windows 8.

Generalnie oba pakiety mają swoje zalety, wady i wymagają jeszcze wiele uwagi żeby móc w pełni cieszyć się z funkcjonalności offline’owych odpowiedników a alternatyw zbyt wiele nie ma – nawet Apple na początku sierpnia zamknęło swojego iWork.com. W każdym razie widać wyraźny ruch w biznesie usług w chmurze i z wypiekami na twarzy obserwuję każdy kolejny postęp. 

piątek, 6 lipca 2012

Nexus 7 czyli - Kochanie zmniejszyłem iPada(?)


Gorąco się zrobiło i nie tylko w Stolicy ale także w Mountain View. Ostatni tydzień wprowadził nowego gracza na rynku tabletów przeznaczonych na kieszeń typowego Kowalskiego (tutaj oczywiście pomijamy wszystkie biedronkowe wytwory w stylu Goclever) w cenie do $250.

Nexus 7 ma specyfikację, która z powodzeniem pozwoli ugryźć kawałek tortu należącego już częściowo do Amazona i jego Kindle Fire’a – Tegra 3 na pokładzie z Androidem Jelly Bean, rozdzielczośc 1280x800, kamera i port micro-USB. Słowem wszystko co potrzebuje budżetowy tablet, a wszystko to w cenie od $199 za wersję 8GB.

Czy jest to tablet skazany zatem na sukces? Nie byłbym tego taki pewien. W polskich warunkach, gdzie nadal (choć jest progres w stosunku nawet do ostatnich 2 lat) mamy mało hotspotów, brak slotu na kartę SIM jest sporym minusem (podobną bolączkę ma z resztą Fire). Nadal brakuje też HDMI czy choćby rozszerzalnej pamięci – serio, dodanie slotu SD aż tak bardzo by bolało?

Ok, mamy teraz cloud-computing i kupowanie przez sieć i nie byłoby w tym nic złego, gdyby główna usługa Google Play (filmy, książki, muzyka) była w naszym kraju po prostu… dostępna. Mamy zatem całkiem fajny tablet bez rewelacyjnej multimedialnej otoczki. Z czasem pewnie otrzymamy dostęp do usług ale wówczas zdąży wejść na rynek kolejna generacja tabletów.

Zarówno Fire jak i Nexus są fajnymi zabawkami, których nadal nie można w pełni wykorzystać w kraju nad Wisłą. Od jakiegoś czasu mówi się o iPadzie z 7-calowym ekranem IGZO, które pierwotnie miały trafić do obecnych iPadów 3. Co więcej usługi Apple od niedawna są już dostępne w Polsce, przez co użytkownicy z miejsca mają odpowiednie wsparcie. Kto zatem wyjdzie zwycięsko z tej bitwy? Czwarty kwartał tego roku i sezon prezentów gwiazdkowych przyniesie pewnie więcej odpowiedzi.

Wysłane z Nokii 3310

poniedziałek, 4 czerwca 2012

Smart Madness


Nie ma to jak dobry prezent na Dzień Dziecka. Tym razem zadanie domowe najszybciej odrobił Samsung wypuszczając 1 czerwca swój flagowy model smartphone’a Galaxy oznaczonego numerem 3. 

Standardowo jak przy tego typu premierach wszystko jest szybsze, większe i droższe. Ekran HD, cztery rdzenie i bateria zapakowana na tyle mądrze żeby nasz telefon wytrzymał ustawowy „jeden dzień z hakiem”. 

Co z nowości? Sterowanie głosem ( już to skądś znamy), obraz w obrazie i automatyczne usypianie ekranu to trochę mało innowacji jak na multimedialną maszynkę za 2500zł. Obudowa też niespecjalnie powala wykonaniem – nadal jest zgrabne ale plastikowe pudełko.

Nie chcemy wyjść na Applowych fanboy’ów (czy tam fangirls? ) ale chyba bardziej wyczekujemy nadchodzącej konferencji Apple na WWDC 2012. Siri jak śmigało bajecznie tak śmiga dalej ( cierpliwie czekamy na spolszczoną wersję), wygląd i materiały nadal mogą dla nas pozostać niezmienione przez kolejne generacje, pozostaje tylko już kwestia systemu którego beta zostanie zaprezentowana już za kilka dni. Czym tym razem nas zaskoczy Apple? Plotki mówią o odejściu od map Google i implementacji własnych, pełna integracja z Facebookiem (yay!) i pewnie kilka mniej znaczących dodatków. Wszystko po to by na przełomie września/października zakupić nowe cacko z „piątką” nazwie.

A co szykuje dla nas „piątka”? Tutaj drżymy na wieść o zmianie złącza dock co wiąże się ze zmianą wejść CAŁEGO osprzętu od etui poczynając na głośnikach Yamahy kończąc. Why Apple? Why? Niemal pewny już jest większy ekran (pozdrawiamy naszych programistów, którz już przeklinają nową rozdzielczość) i możliwa zmiana wymiarów karty SIM (znowu!?).

Mimo wszystkich wad i zalet, ponownie ustawimy się grzecznie w kolejce po nowe „rewolucyjne” urządzenie z logiem „japka”. W tym całym smartphone’owym szaleństwie brakuje nam jednak prawdziwej rewolucji na miarę pierwszego iPoda czy iPhone. 

Czy pojawi się ostatecznie iTV? Czy nowe laptopy będą zbudowane z liquid metal? Google, co z Google Glasses?

Nasze pieniądze czekają. Nie zawiedźcie nas.